czy praca w gastronomii do desperacja

Czy gastro to desperacja?

– Stefan, byłam wczoraj w kawiarni i lekko zdębiałam, bo za barem zobaczyłam dojrzałego mężczyznę.
– A co w tym dziwnego?
– Jak to co? No przecież praca w gastronomii to taki etap przejściowy dla studentów, ale chyba nikt z własne, nieprzymuszonej woli nie wybiera takiego sposoby na życie. Przecież nie dość, że jest to kiepsko płatne, godziny pracy są nieludzkie, nie ma porządnych umów ani socjali, stawka jest głodowa , no i najgorsze- to jest usługiwanie innym ludziom i zmaganie się z ich wiecznymi kaprysami i humorami. To nie jest praca dla normalnych ludzi.
– Krysiu, jest wiele prawdy w tym co mówisz, ale są ludzie, którzy po prostu to lubią.
– Stefan, ja rozumiem studenci- bo łatwo taką pracę dostać, łatwo też ja rzucić, można się za friko nażreć, czy opić np.kawą. Ale żeby kilka lat świadomie podążać taką ścieżką kariery?
– Nasz wspólna znajoma- Grażynka przepracowała zeszły rok w Green Caffe Nero i z tego co mówiła, była bardzo zadowolona. Chwaliła podejście pracodawcy do pracowników, zarobki i przede wszystkim towarzystwo za barem- podobno sami świetni ludzie tam pracują. I wiem, że wszystkim poleca przygodę z Nero.

– Może z Nero to faktycznie jakiś ewenement, bo nigdzie nie widziałam tak wyluzowanych i uśmiechniętych baristów- czuć, że lubią to co robią. Ale tyle razy spotyka się zniesmaczonych i naburmuszonych kelnerów itp. którzy widać, że są w pracy za karę. I moje pytanie brzmi: czy oni świadomi wybrali taki zawód, czy byli zdesperowani i utknęli?
– Hym, wiesz- to jest dobre pytanie. Mój znajomy ze studiów, który z szeregowego pracownika awansował na kierownika, na pytanie czemu nadal tkwi w gastronomii, odpowiedział, że robi to już tyle lat, że nie wie co innego miałby robić.
– A lubi tą pracę?
– Powiedziałbym, że przywykł, ale łatwo nie jest.
– Czyli jednak desperacja.
– Jest na pewno mnóstwo pasjonatów, ale w wielu przypadkach myślę, że tak.
– Smutne.
– Krysiu, ale to dotyczy też innych zawodów. Zobacz ile jest nieszczęśliwych pań w urzędach, czy też szeregowych korposzczurów. Niby mają lepsze warunki pracy, ale nie są szczęśliwi, mimo tego, tkwią w tym co robią od kilkunastu lat.
– Hym, no racja. Czyli żadna branża nie gwarantuje szczęścia i satysfakcji zawodowej.
– Absolutnie! Nie ma przepisu na szczęście i jest to bardzo indywidualna kwestia. Trzeba po prostu szukać, aż znajdzie się to wymarzone zajęcie i już.
– Ehh, żeby to było takie proste.
– No nie jest, ale jest wykonalne.