Jak komuś dowalić.

Czyli o sztuce mówienia komplementów.

#scenario1: Podstawówka, lekcja matematyki ze znaną Panią profesor (autorka I Ty zostaniesz Pitagorasem-ktoś kojarzy?;). Kolega jest odpytywany przy tablicy.

-Michaś, no mundurek pierwsza klasa ale na twarzy wyglądasz jakbyś żuł podwiązkę..

#scenario2: Jestem u mojej Pani doktor, którą niezwykle szanuje i która nie obcyndala się w mówieniu co myśli.

-Kochana, co zrobiłaś z włosami (było to po kolejnej cięciu we własnym wykonaniu i byłam zadowolona że przyoszczędziłam na fryzjerze)? Bo wygląda jakby polizał Cie wielbłąd..

#scenario3: Spotkania po latach z „przyjaciółka” ze szkolnej ławki (ta zawsze ładniejsza ode mnie, miała tylko kompleks dużego nosa).

-Wow, ale się zmieniłaś! Ślicznie wyglądasz, tylko nos nadal taki wielki..

#scenario4: Przypadkowe spotkanie z kolegą, który po pracy w Starbucksie dostał po znajomości robotę w extra-expensive-tylko-dla-majętnych Michael Korsie. Ja przyznaje że nawet nie wiedziałam że w tym centrum jest MK i nie za bardzo kojarzę markę (kajam się niewiedzą 😛 ). On, patrzy na mnie:

No na damę nie wyglądasz– to skąd możesz wiedzieć..

#scenario5: Kolejne przypadkowe spotkanie ze znajomą z która razem wychowywałyśmy się a później kontakt się urwał. Chwilowa wymiana co słychać,itp. Na koniec:

Ale Ty się podobna do mamy zrobiłaś..

komplement1 Jak komuś dowalić.

 

O co chodzi z tymi komplementami? Jak są miłe to często nie potrafimy ich przyjąć- bo wychowano nas kultywując skromność i nierzadko brak pewności siebie. Ale z drugiej strony to takie ugrzecznione formy obrażania innych. Ja mam dystans do siebie i obracam to w żart zazwyczaj, ale całkiem możliwe że potrafią ranić.

Jaki macie stosunek do komplementów?