Klient nasz Pan?

#case1: Ciepły, słoneczny dzień, środek tygodnia. Jestem w drodze do pracy co oznacza że muszę zasilić się kofeiną na mieście ;). Wchodzę do najbliższej i znanej mi kawiarni, zamawiam co zwykle (duże kapu, 2 espresso, soya, bezcukrowy syrop), płacę i czekam. Dostaję mój napój dosyć szybko, siadam z prasą codzienną biorę łyk- fuk! siekiera! Idę i pytam się czy tam faktycznie są tylko 2 espresso a barista mówi mi że zrozumiał że chodzi o podwójną dawkę. Ok, zdarzają się pomyłki. Proszę zatem o zrobieni takiej kawy jak zamówiłam. Mija 10 minut kawy nie ma. Trochę już poddenerwowana idę do baru i upewniam że barista nie zapomniał. Nie- zajął się innymi klientami..Po kolejnych minutach wręcza mi kubek ze zdechłą i zimną kawą (?!!) oświadczając że już trochę sobie stała ale jest dobra (?!!). Jestem w lekkim szoku, biorę łyka i jest na krowim mleku. Zgłaszam i dostaję odpowiedz że tak jest ale że on mi już 3ciej kawy nie zrobi ?!! No kurw..mać! Czy to moja wina że ktoś nie umie zapamiętać zamówienia?! Wychodzę i wiem że już nie wrócę. Tak się traci klienta.

epilog: Co mnie najbardziej uderzyło w tej sytuacji? To że sama kilka lat pracowałam z drugiej strony- wiem jakie są standardy i czego klient może oczekiwać i jak dobry serwis powinien wyglądać.

customer-300x212 Klient nasz Pan?

#case2: Wkładasz w swoją pracę całe serce, szkolisz się, podnosisz kwalifikacje, starasz się żeby Twoi klienci wynieśli z zajęć jak najwięcej i byli zadowoleni. Niestety bywa tak że przychodzi ktoś kto miał parszywy dzień i decyduje że to Ty będziesz osobą która za to zapłaci. Nieważne jak bardzo starasz się zadowolić tą osobę- ona będzie naburmuszona i nafochowana cały czas i jeszcze będzie podburzać Twój autorytet. A jako wisienka na torcie zada sobie trud żeby odnaleźć adres email do wszystkich ważnych osób w klubie w którym pracujesz i wysmaruje pięknego-szczegółowego maila o tym jak nie podoba jej się Twój: głos/muzyka/natężenie głosu/poczucie humoru/dobór ćwiczeń (tu jak widać można przyszaleć 😛 ). I dostajesz reprymendę od managementu i jesteś na tzw.świeczniku bo ktoś miał zły dzień. I nic z tym nie zrobisz..

epilog: Nie znasz dnia i godziny gdy komuś coś się w Twojej pracy nie spodoba. A że zasada „klient-nasz pan”rządzi obsługą klienta-nic nie zrobisz. Jesteś tylko trybikiem w machinie.

#case3: Kolejny telefon. Ktoś z drugiej strony uprzejmie się pyta czy może zając chwile- Ty już wiesz ze to call center. I z jednej strony współczujesz mu roboty ale z drugiej jego nachalna gadka i zero zrozumienia dla Twoich argumentów ze nie jesteś zainteresowana podnosi Ci ciśnienie. Kończy się na tym że mu pociśniesz, po rozmowie trochę masz wyrzuty sumienia- no bo w końcu to jego praca, ale kolejny telefon- i akcja ta sama ;).

epilog: Trochę mam rozdwojenie jaźni- bo znam customer service z obydwu stron. Z jednaj strony staram się być wyrozumiała, ale że dużo sama od siebie wymagam- liczę że inni też będą przykładać się do tego co robią. Czyli bywam tym wrednym klientem :P.

customer-300x212 Klient nasz Pan?

A czy Wy macie jakieś przygody związane z obsługą klienta czyli tzw.usługami?