Krwawe Święta

– Stefan, co Ty siedzisz taki otępiały? Nawąchałeś się barwnika do jajek?
– Tak mnie naszło na wspomnienia.
– Borze szumiący! Stefan,my tu mamy tyle roboty,a ty marnujesz czas na melancholijne podróże do przeszłości?
– Ale czy ja ci opowiadałem o krwawych świętach?
– Krwawych Świętach?? I po tylu latach ty mi się do czegoś takiego przyznajesz?!
– To było tak: Kochałem Lany Poniedziałek, ale też się go bałem, bo miałem twardych zawodników w domu:siostrę i tatę. Wiedziałem, że noc przed śmigusem muszę wyposażyć się w sztormiak, ewentualnie pelerynę z worka na śmieci,lub jakieś inne nakrycie, oraz oczywiście zbiorniki na wodę, bo wiedziałem, że to czeka mnie bitwa.
– Bałeś się tych jajeczek na wodę?
– Jajeczek? Krysiu, u nas to była kilkugodzinna regularna batalia na litry lodowatej wody, ku utrapieniu mamy, która te kałuże potem kilka godzin wycierała i suszyła mieszkanie.
– To czym się oblewaliście?
– Oo, tu było różnie. Razem z siostrą mieliśmy takie pistolety na wodę, które pod niezłym ciśnieniem opryskiwały przeciwnika. Jednak ich minusem było to, że woda się szybko kończyła, i jak już udało się dopaść wroga, to po chwili, i tak trzeba było zwiewać.I jeszcze z siostrą to była w miarę równa walka, ale tata miał patent z butelką po dwulitrowej coli i dziurką w korku. O Pani! Jakie to było zue! Człowiek był momentalnie calusieńki mokry!
– I tak kilka godzin to trwało? Współczuję mamie.
– Ale wiesz,jak śniadanie, znaczy prawie już wtedy obiad świetnie smakowało,jak tak kilka godzin szaleliśmy?
– No domyślam się. Ale co z tymi krwawymi świętami.
– No to już było, jak byliśmy trochę starsi, ale tradycję nadal trzymaliśmy.
– Nie trzymaj mnie w niepewności,tylko opowiadaj!
– Otóż pewnego Lanego Poniedziałku, siostra zakradła się do mojego pokoju, opróżniła swój karabin na wodę na śpiącego przeciwnika, i zaczęła uciekać. Pech chciał, że mieszkanie było już na etapie wojennym i wszędzie było mokro. Niestety łapiąc zakręt w przedpokoju, wpadła w poślizg i całą ręką wjechała w szklane drzwi.
– Auć.
– Oj tak!
– Ale nic się jej nie stało?
Krew była wszędzie i byliśmy wszyscy przerażeni. Oczywiście natychmiast pojechaliśmy do szpitala, który nota bene mieliśmy przy domu i skończyło się na kilkunastu szwach.
– Uff, ale mogło skończyć się znacznie gorzej.
– Mogło. I od tamtej pory nasze zabawy się skończyły.
– Już teraz wiem, dlaczego naszym dzieciom nie pozwalałeś się oblewać w domu.

mingus-dyngus_-Ani-mi-się-waż Krwawe Święta

A czy wiesz skąd się wziął Śmingus-dyngus?
– A wiesz, że nie do końca. Jakiś słowiański zwyczaj?
– Dokładnie tak. Śmingus-dyngus był to zwyczaj słowiański, polegający na polewaniu się wodą, symbolizującym nadchodzące po zimie oczyszczenie i radość z nadejścia wiosny. Początkowo miał on znaczenie magiczne – wylewanie wody miało zapewnić odpowiednią ilość deszczu w ciągu roku i gwarantować obfite plony.
– Ciekawe. Ale mi się coś kojarzyło z zalotami.
– Dobrze Ci się kojarzyło. Otóż pierwsze znane nam wzmianki o tym zwyczaju pochodzą z XIV wieku. Śmigus-dyngus był przez lata kultywowany głównie na wsiach, gdzie młodzi chłopcy, używając wiader z wodą, polewali mieszkające w okolicy dziewczyny. Tradycja mówi, że te panny, które nie zostały oblane wodą, miały powód do niepokoju – oznaczało to brak zainteresowania ze strony miejscowych kawalerów i mogło być wróżbą o staropanieństwie.
A co znaczą te słowa?
– Uważa się że słowo śmigus oznacza polewanie się wodą, z kolei „dyngus” wywodzi się od niemieckiego słowa „dingen”, co oznacza „wykupywać się”. Ma to związek ze zwyczajem, według którego panny mogły wykupić się, obdarowując kawalerów pisankami.
– Hym, ciekawe. Ale dobrze, wracajmy do rzeczywistości. Powiedz mi, jakie ciasto szykujemy na Wielkanoc? Babkę, mazurka,czy sernik?
– A może Shreka z jajami?

Shrek z jajami