kuchnia wegetariańska

Kuchnia wegetariańska for dummies

– Krysiu, czy mogłabyś mi podać dokładny przepis na to danie, które wczoraj zrobiłaś na obiad?
– Stefan, pytasz się, żeby ze mnie zakpić czy podać na policji, że chciałam cię otruć?
– Najdroższa, ależ skąd! To było takie smaczne i idealne w swojej prostocie, że nawet w pracy pytali się jak to jest zrobione.
– Stefan, ja nadal nie wiem, czy to nie kpiny…Przecież to były zwykłe warzywa.
– Ale właśnie w przypadku diety wegetariańskiej, diabeł tkwi w szczegółach. A że trwa akcja Nowa Ja, dziewczyny z działu chciały się dowiedzieć jak to robisz.
– Boszz, przecież w tym nie ma nic skomplikowanego, to nie są gołąbki.
– Zamieniam się w słuch.
– Stefan, tu trzeba użyć trochę wyobraźni i po prostu poeksperymentować– nie ma lepszej metody. Ważny jest tłuszcz– i podobno najlepiej używać wymiennie oleju rzepakowego, słonecznikowego, czasem oleju kokosowego czy nawet oliwy z oliwek. Później wybierasz warzywa, na które masz ochotę.
Tylko świeże?
– Wiadomo, że najlepiej sezonowe, bo najtańsze, no i najsmaczniejsze, ale mrożone też dają radę.
I jakie przyprawy?
I tu zaczyna się zabawa: eksperymentujesz. Najlepiej zacząć od najprostszych: sól, pieprz, czosnek, papryka suszona. Ale z czasem człowiek ma ochotę pokombinować, i ja lubię dorzucać takie gotowe mieszanki przypraw: do kuchni włoskiej, meksykańskiej, do tzatzyki, itp.

– Te dostępne w każdym sklepie?
– Dokładnie. Duszę w tym warzywa, a później dodaję kaszę i już.
I to jest wartościowe?
– Stefan, no przecież! Masz węglowodany, białko w strączkach i kaszy, no i tłuszcz.
– Hym, to faktycznie wydaję się proste.
– I szybkie.
– I smaczne.
– Stefan, przestań z tym milusiństwem, bo zaczyna mnie mdlić.