Pamiętniki z wakacji

Wracam z imprezy integracyjnej See Bloggers.

 

Lekko zawiana i bez GPSu w mózgu, pytam się napotkanego faceta:

– Przepraszam, czy stąd odjeżdżają SKMki w stronę Gdańska?

Mały, łysy, w lakierkach:

– Tak, ale MAMY jeszcze 15 min.

– Ok, dziękuję. A czy wiesz może, gdzie jest najbliższa toaleta?

– Nie, ale możemy iść poszukać.

– Nie, dziękuję, dam sobie radę.

– Nie ma problemu, i tak nie mam co ze sobą zrobić.

No to idziemy, osiłek prowadzi.

Okazuje się, że jedyny kibel jest w kręgiel niedaleko dworca.

Osiłek mnie prowadzi i czeka.

Po opróżnieniu pęcherza, zaczynam ciut trzeźwiej myśleć.

Rozglądam się po sali: osiłek próbuje wyrwać miejscowe dziunie.

Licząc, że mnie nie zauważy próbuję wrócić na dworzec.

Niestety po chwili, mój towarzysz wraca.

Świdrującymi oczkami próbuje zrobić rozeznanie- zaliczy czy nie?

– Jakie plany na wieczór ?

– Ogarnąć mieszkanie i się spakować.

– To jadę do Ciebie.

– Yyy, NIE.

– Dlaczego? Nie podobam Ci się?

[ yy, NOPE ]

Ale ja jestem dobry chłopak. Umiem gotować, koszulę uprasuję i umiem TAŃCZYĆ.

[ Mój wzrok: Bitch, Please! ]

– Ja nie tańczę jak faceci na imprezach. Ja to NAPRAWDĘ potrafię. Byłem nawet w You Can Dance !

– Czemu się śmiejesz? Nie wierzysz? To patrz.

[ Chryste! ]

 

 

Tak, zaczął tańczyć na dworcu.

Na szczęście wysiadł w Sopocie.

Nie, nie ma love story.

 

Kurtyna.