Syndrom włóczykija.

– Stefan, tak podziwiałeś Grażynkę, a wychodzi na to, że nie ma jaj!
– Jak to?
– A no bo chciała wyjechać do tej Arabii Saudyjskiej, i tak mądralowałeś się o wychodzeniu ze strefy komfortu. I tak całemu światu chwaliła się na fejsiku, że jest odważna i że pojedzie a tu lipa. Cykor ją złapał.Ha!
– A wiesz dokładnie co spowodowało tą naglą zmianę?
– No jak to co? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o hajs!
– Za mało chcieli jej zapłacić?
– Z tego co pamiętam to zaproponowali jej 5 tysi za miesiąc, gdzie tygodniowo haruje się 48h. I jak się okazuje jej znajome pracują w tamtych rejonach za minimum 10 tysi.
– A nie próbowała negocjować stawki?
– No i tu jest najlepsze! Odpisała gościowi, że bardzo dziękuję za szanse i inne pierdoły, ale że to nie jest kwota za którą będzie skłonna porzucić całe swoje życie w Polsce. Na co on jej odpisał, że ludzie mają jakieś porąbane wymagania dotyczące zarobków na Bliskim Wschodzie. Że przecież to przede wszystkim chodzi o rozwój, nowe perspektywy. No i że łaskawie mogą jej zaoferować 6 tysi.
– No ale 6 tysięcy za miesiąc to nie jest mała kwota.
– Stefan, to jest ciężka praca fizyczna. Grażynka mówiła, że jej hardcorowe znajome, które trzaskają 40 h fitów w tygodniu w Polsce zarabiają po 6-7 tysi jak są dobrze ustawione.
– No ale Grażynka najmłodsza nie jest.
– Ano właśnie. Poza tym to nie jest jej jedyna praca.
– No tak, ona zdaję się robi to raczej dorywczo.
– Zgadza się. Grażynka wspominała, że lubi fikać,ale to nie jest coś w czym widzi się za x lat.
– A w czym się „widzi”?
– No kręcą ją media, marketing,fejm i praca w kawiarni.
– Zawracanie d.. z Wami- kobietami.

 

one-way Syndrom włóczykija.