Jeżdżę,bo jestem leniem.

2 lata temu
Stoję na przystanku autobusowym w kierunku lemingogradu (wieś pod Warszawą). Ze mną nerwowo tłoczą się korpoludki, które właśnie odsiedziały swoje 8 h w Mordorze. Rozkład jazdy to taka prowizoryczna tabelka dająca złudne poczucie kontroli nad czasem i życiem. Pojazdy podjeżdżają losowo- gdy uda im się przebrnąć przez koszmarny korek. Dojeżdża w końcu upragniony autobus, który dowiezie mnie do nowego miejsca pracy. Jest ekscytacja: nowy początek, nowi ludzie, nowa szansa (itp. złudzenia). Po otworzeniu drzwi zaczyna się wyścig rodem walki o karpia w cerfie przed Świętami. Tu jestem wdzięczna za swoje 160 w kapeluszu, bo udaje mi się dopchać do środka. Jest dobrze- trzymać się niczego nie muszę, tylko ciało mi drętwieje w pozycji pól-zgiętej podczas godzinnej jazdy. Lemingowóz m Idę, i idę. Dotarłam! Wymięta i zmaglowana, marząc tylko o drzemce- a tu trzeba zapierdal..ć.
Tego dnia stwierdziłam: nigdy więcej! Nie będę zależna od rozkładu jazdy i łaskę współpasażerów czy tym razem wejdę do autobusu, czy nie! Nie będę marnować życia w komunikacji miejskiej! Pierdole! Wsiadam na rower!
I tak jeżdżę sobie już 2 lata. Wszędzie. Niezależnie od pory roku. Dlaczego? Bo jestem zbyt leniwa, żeby wszędzie chodzić- rowerem jest szybciej i już. A dlaczego rower i czy nie jest mi ciężko śmigać dziennie ponad 20 km do pracy, która wymaga również dużo siły fizycznej? Odpowiedz — znajdziecie poniżej.

4 lata temu
Zaglądam przez okno do sali fitness: grupa ludzi, siedzi na rowerach, pot dosłownie skapuje im na kierownice, ale oni popijają wodę i kręcą dalej. Myślę sobie: WTF?! Jazda na rowerze w sali fitness?? I że niby to jest takie meczące? No way! Widać to jakieś mięczaki bez formy albo na jadą na przed-treningówkach.
Wchodzę jak kozak na swój pierwszy trening spinning i już po 10 minutach wiem, że nie przeżyje. Ból palący uda, zadyszka, pot?! Ale przecież ja mam dobrą kondycje..My ass. Po 20 minutach walki ze sobą mięśnie się przyzwyczajają a ja zaczynam czerpać przyjemność z lekcji i dostrzegam jaką zajebistą muzę przygotował instruktor. Niby jazda w zamkniętym pomieszczeniu, ale trening czysto kolarski- mamy podjazd, teren płaski, itp. A wszystko w rytm energetycznej muzy. Na 60 min po prostu odpływasz. Jest zmęczenie ale satysfakcja i uczucie po- bezcenne.
Tak zaczęła się moja miłość do roweru. Zaczęłam regularnie uczęszczać na zajęcia spinning. Testowałam różne szkoły jazdy ( jest Spinning, Schwinn Cycling, Tomahawk min.) oraz instruktorów by wybrać to co najbardziej mi odpowiada. To co najbardziej lubię w tym treningu to:
1.Poprawia wydolność i wytrzymałość.
2.Buduje siłę mięśniową.
3.Spala mnóstwo kalorii podczas 1h zajęć (400 -1000 kcal).
4.Wzmacnia układ kostny.
5.Prewencja chorób serca.
6.Chroni przed osteoporozą.
7.Dobrze wpływa na stawy (zwłaszcza kolanowe i skokowe).
8.Jest przeznaczony dla początkujących i zaawansowanych.
9.Jest to ciekawy i różnorodny trening.
10.Zdecydowanie pooprawia formę i jazda na zewnątrz to późnej bułka z masłem.
Nie będę nikogo przekonywać do porzucenia samochodu czy komunikacji miejskiej na rzecz roweru. Nie będę pisać motywacyjnych szitów typu „10 kroków jak zmotywować się do aktywności fizycznej”. Rób co chcesz i co lubisz- życie masz tylko jedno i przeżyj je tak, jak chcesz! Ja lubię kręcić i nie ma tu żadnej głębszej filozofii. 
pasja Jeżdżę,bo jestem leniem.
A co Ciebie kręci?